09.05.2012, 23:00 Dworzec Główny PKS Radom perony… podjechał już autobus do Kłodzka. Siedzę, obserwuję najprawdopodobniej bezdomnego wybierającego z kosza na śmieci odpadki jedzenia. W duchu dziękuję Bogu za to jak wiele mi dał. Sięgając po papierosa zadaje sobie po raz kolejny pytanie dlaczego znów zacząłem palić, przecież już tak długo nie paliłem. Wciąż jestem taki sam. W pewnym momencie swojego życia powiedziałem sobie tak ma być i się zatrzymałem. Nic więcej nie ma. To bez sensu. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej czekałem na tą środę, która niebawem przyjdzie. Dziś się boję. Boję się tego, że za tydzień nie będę miał już na co czekać. Gdybym tylko potrafił cieszyć się jak ten bezdomny znalezionym odpadkiem życie stało by się łatwiejsze…
Przygotuj dużą miskę 50g świeżych drożdży, 1/3szklanki cukru, cukier waniliowy, 1/3 szklanki oleju, ½ szklanki mleka, 2 jajka, 2,5 szklanki mąki tortowej, aromat waniliowy, startą skórkę z cytryny.
Wszystkie składniki włóż do miski w kolejności jak wyżej i odstaw w ciepłe miejsce na dwie godziny.
Wymieszaj wszystko tak aby była jednolita konsystencja, można dosypać jeszcze trochę mąki, ciasto będzie się kleiło i tak ma być :)
Wyłóż ciasto na blaszkę wysmarowaną tłuszczem i posypaną bułką tartą. Rozprowadź po całej blaszce.
Weź 3 jabłka pokrój w małe kawałki i powciskaj w ciasto można też dodać powidła będzie smacznie :)
Żeby zrobić kruszonkę potrzebne jest trochę masła, pół kostki wystarczy, niepełna szklanka cukru i mąki tortowej. Robimy kruszonkę i wysypujemy na ciasto.
Pieczmy ok. 35min.
Smacznego :)
Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli. Jednak istnieją w życiu sprawy, które - bez względu z której strony byśmy na nie patrzyli - są zawsze tak samo ważne dla wszystkich. Miłość jest jedną z nich. Kiedy powierzasz komuś coś, co jest dla Ciebie najważniejsze - swoje wnętrze. Kiedy pozwalasz mu przeniknąć przez bariery swojego skrępowania i dopuszczasz do tajemnic, o których inni nie mają zielonego pojęcia. Natomiast Twój rzekomy "przyjaciel" wchodzi do Twojej duszy, wnika w ciebie, a potem powoli niszczy i pali wszystko co zbudowałeś w swoim wewnętrznym malutkim domku... niszczy całą Twoją dobroć, twoje uczucia, wspomnienia, próbuje nastawić Cię przeciwko światu i przekonać Cię że jest on zły. Burzy wszelkie twoje zasady... Niszczy twoje meble, pali zdjęcia, rozbija naczynia... a gdy wracasz tam, to nie jest już Twój dom... to coś innego, obcego. Nie jest to już oaza spokoju, to wieczny niepokój, uczucie, że coś jest nie tak... Chcesz coś z tym zrobić, to przecież twój przyjaciel, nie miał złych intencji, prawda? nie mógł mieć... A jednak... Ból przychodzi później... Przychodzi gdy już wszystko się straciło... Już nic nie da się zrobić... twój mały zakątek jest splugawiony jadem najbliższej osoby... przez twoją naiwność... przez to że dałeś się oszukać... Przecież tak kochałeś ludzi... tak kochałeś świat... a najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że ta osoba nie ma żadnych wyrzutów sumienia... odchodzi nie spoglądając za siebie.. znika... a ty zostajesz wśród gruzów swojego dawnego świata.Z czasem przychodzi moment, że musisz wybrać, którą drogą iść, co i kogo ze sobą wziąć, wtedy wiesz i jesteś w pełni przekonany, że na ten czas to najlepsze rozwiązanie, stajesz się silny, pełen nadziei i wiary...z czasem jednak granica między tymi drogami drastycznie się skraca, odległość między nimi maleje i nagle okazuje się, że tak naprawdę łączą się ze sobą. to jest niepewność...dar od losu, który pozwala nam jeszcze raz, z perspektywy czasu przemyśleć wcześniej podjętą decyzję. Przeszkadzają nam w tym fałszywi przyjaciele, emocje i wspomnienia, które jak lustro odwracają rzeczywistość...Mimo to niepewność kiedyś musi się skończyć, drogi znów muszą się rozejść, a my znów musimy podjąć decyzję, mając nadzieję, że znów nie popełnimy błędu...
Krok wstecz i cala na przód. Ostatnimi czasy mało poświęcałem uwagi dla świata wirtualnego, który jest niemniej jednak dla mnie bardzo ważną odskocznią od codziennej egzystencji. Wywróciłem świat do góry nogami. Mój świat i nie tylko mój ale już nie nasz. Zerwałem kartki z kalendarza życia starego roku, rozpocząłem nowy. Dziś kiedy robię krok wstecz zastanawiam się nad tym czy słuszne robię.
Wczoraj rozpocząłem szkołę. Radość jaką czułem idąc na zajęcia jest nie do opisana.
A teraz kilka fotek naszych skarbów:
Ja też tak bardzo lubię spać :)
No cóż trzeba było kupić łóżko dla psa :)
A tu jak były małe i grzeczne teraz aktualne jest tylko były haha :)
Jakiś czas temu pewna osoba powiedziała mi, że P jest najgłupszą osobą jaka jest na świecie, że pozwolił na to żebym odszedł. Oczywiście dostał za to zjeby jakim prawem ocenia kogoś kogo nie zna. Dziś kilka smsów sprawiło, że z moich oczu pociekły gorzkie łzy. Zatrzymałem auto spojrzałem na zdjęcie w portfelu. Pojechałem dalej. Przejechałem może kilkaset metrów jak zatrzymała mnie policja. Sprawdził dokumenty i zapytał czy coś mi się stało (patrząc mi w oczy). Mało myśląc odburknąłem, że gdybym chciał się wyspowiadać to bym poszedł do księdza… Oddał mi dokumenty i życzył szerokiej drogi. Jest szeroka, nawet bardzo. A teraz jestem na rozdrożu. Nie mogę zasnąć. Który to już raz?
Ile dałbym by zapomnieć cię
Wszystkie chwile te, które są na nie bo chce bo chce
Nie myśleć o tym już zdmuchnąć wszystkie wspomnienia
niczym zaległy kurz
tak już po prostu nie pamiętać
sytuacji w których serce klęka
wiem
nie wyrwę się chociaż bardzo chce
mam nadzieje że to wiesz i ty.
Znowu widzie ciebie przed swoimi oczami
Znowu zasnąć nie mogę owładnięty marzeniami
Wszystko poświęcam myśli, że byłaś kiedyś blisko
Kiedy czułem Ciebie obok wtedy czułem że mam wszystko
Tyle zostało po mnie tylko ty i setki wspomnień
ile dałbym za to by móc o tym już zapomnieć
teraz nie ma nas i nie chcę być tam gdzie ty jesteś
znowu staniesz przede mną zawsze robisz mi to we śnie
będę patrzył jak odchodzisz chociaż chciałbym się odwrócić
będę myślał ile dałbym komuś kto by czas zawrócił
kto by zatrzymał wskazówki tylko na ten jeden moment
w chwili w której Cię poznałem
poszedłbym już w drugą stronę.
ref.
To był sen na jawie, gdy marzenia się spełniały
Wszystko takie realne chwile szybko tak mijały
Tylko my zamknięci w czterech ścianach a tak w ogóle
Ważna Ty byłaś obok a ja czułem się spokojny
Pamiętasz jeszcze te dni całe miesiące
Pamiętasz chcesz zapomnieć ja nie mogę wiem, że błądzę
Snute kiedyś opowiastki ja, Ty i srebrna taca
Kiedyś to nie przerażało już do tego nie chce wracać
Aura zepsucia w powietrzu tracisz te pięćdziesiąt procent
Chcę zapomnieć o tobie zatrzeć w pamięci te noce
By odeszły w niepamięć chwile, które zwałem złotem
Tamte chwile to tombak, bo już wiem, co było potem
Moje myśli spiętrzone wokół jednej chwili
Kiedyś ta krótka potrafiła czas umilić
Teraz stojąc jakby obok wciąż się przyglądam
Już nie cieszy jak kiedyś wspominam, myślę, dokąd zdążam
Inne cele w życiu inne plany i pragnienia
Musze wszystko pozmieniać tak jak czas wszystko zmienia
To co było nie wróci wiem choć czasem mam nadzieje
Po co mam, więc pamiętać ktoś by powiedział stare dzieje
Wiem to
Nie mogę zapomnieć jak było dobrze
Wiem to
Skończyło się mój własny pogrzeb
Wiem to
I proszę Boga nigdy więcej niech nie pozwoli na to
by ktoś trafił w moje serce
Wczoraj pewna starsza kobieta powiedziała, że mam uśmiech w oczach : ) Podobno oczy są zwierciadłem duszy, coś w tym jest.
- Powiedziała, że będzie ze mną tańczyć, jeśli jej przyniosę czerwoną różę - mówił chłopak - a tu w całym ogrodzie nie ma ani jednej czerwonej róży. Z gniazdka swojego na dębie słowik usłyszał te słowa i wyjrzał spoza liści zdumiony. - Ani jednej czerwonej róży w całym ogrodzie! - biadał chłopak, a piękne jego oczy zaszły łzami. - Ach, od jakichże małych rzeczy zależne jest szczęście ludzkie! Czytałem wszystko, cokolwiek uczeni napisali, przyswoiłem sobie wszystkie tajemnice filozofii, a oto całe moje życie będzie złamane przez brak czerwonej róży. - Oto nareszcie prawdziwy kochanek - odezwał się słowik. - Noc po nocy śpiewałem o nim, jakkolwiek go nie znalem; noc po nocy mówiłem o nim gwiazdom, a oto go widzę. Włos ma ciemny jak kwiecie hiacyntu, a usta czerwone jak róża, której pragnie, ale namiętność okryła jego lica bladością kości słoniowej, a troska przyłożyła pieczęć swą na jego czole. - Książe wydaje bal jutro wieczorem - szeptał chłopak - a moja ukochana też tam będzie. Jeśli jej przyniosę czerwoną różę, będzie ze mną tańczyć aż do świtu. Jeśli jej przyniosę czerwoną różę, będę ją trzymał w swych objęciach, ona oprze główkę na mym ramieniu, a dłoń jej spocznie w mej dłoni. Ale w całym tym ogrodzie nie ma czerwonej róży, wiec będę siedział sam, i ona nie zwróci na mnie uwagi. Przejdzie obok mnie obojętna, i serce mi pęknie z żalu. - Oto istotnie prawdziwy kochanek - rzekł do siebie słowik. - On przeżywa boleśnie to, o czym ja śpiewam. Co dla mnie jest radością, jemu sprawia ból. Zaiste, miłość jest dziwna, przedziwna. Cenniejsza jest od szmaragdów i droższa od cudnych opali. Nie można jej nabyć za perły i granaty ani tez sprzedać na targu. Nie kupują jej kupcy, i niepodobna jej też wymienić za złoto. Muzykanci będą siedzieć na swym podwyższeniu - mówił dalej chłopak - i będą grać na świeżo nastrojonych instrumentach, a moja ukochana będzie tańczyć przy dźwięku harf i skrzypiec. Będzie tańczyć tak lekko, że stopy jej zaledwie dotkną ziemi, a dworzanie w świetnych ubiorach będą się cisnąć do niej. Ale ze mną tańczyć nie będzie, ponieważ nie mogę jej dać czerwonej róży. - Rzucił się na trawę i ukrywszy twarz w dłoniach gorzko zapłakał. - Czemu on płacze? - spytała jaszczurka przebiegając koło niego. - Tak, dlaczego? - powtórzył motyl, uganiający się za promieniem słońca. - No, czemu? - szepnęła stokrotka do swej sąsiadki ciągnąć, łagodnym głosem. - Płacze z powodu czerwonej róży - objaśnił słowik. -Z powodu czerwonej róży? - krzyknęli. - Jakież to śmieszne! Słowik jednak zrozumiał powód troski chłopaka i siedząc w swym gniazdku na dębie, w milczeniu rozważał tajemnice miłości. Nagle rozpiął do lotu ciemne skrzydełka i wzbił się w powietrze i poszybował w stronę ogrodu. W pośrodku zielonego gazonu rósł piękny krzew różany, a gdy słowik go ujrzał, przyfrunął ku niemu i usiadł na jednej z gałązek. - Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najpiękniejsza moja pieśń. Ale krzew przecząco potrząsnął głową - Moje róże są białe - odparł. - Idź jednak do mego brata, co rośnie koło starego słonecznego zegara, a może on ci da, czego potrzebujesz. Wiec słowik frunął w stronę różanego krzewu, który rósł w pobliżu starego zegara słonecznego. - Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najsłodsza moja pieśń. Krzew jednak potrząsnął głową. - Moje róże są żółte - odparł. Idź jednak do mego brata, rosnącego pod oknem chłopaka, a może on ci da, czego potrzebujesz. I słowik frunął w stronę krzewu, co rósł pod oknem studenta. - Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najsłodsza moja pieśń. Krzew jednak potrząsnął głową. - Moje róże są czerwone - odparł - tak czerwone. Ale zima zmroziła mi żyły, mróz zwarzył pączki, a burza połamała gałązki moje, i nie będę mieć róż tego roku. - Jednej tylko róży czerwonej potrzebuje - prosił słowik - tylko jednej czerwonej róży! Czy w żaden sposób nie mógłbym jej dostać? - Jest jeden sposób - odparł krzew - ale sposób tak straszny, że nie śmiem ci powiedzieć. - Powiedz - prosił słowik - ja się nie przerażę. - Jeśli potrzebujesz czerwonej róży - rzekł krzew - musisz ją wyczarować pieśnią przy świetle księżyca i zabarwić własną krwią serdeczną. Musisz mi śpiewać z piersią wbitą na cierń. Całą noc musisz mi śpiewać, cierń musi się wdzierać w twą pierś, a krew twoja musi wpłynąć w me żyły i stać się moją. - Życie za jedną czerwoną różę, cena to ogromnie wysoka - zawołał słowik - bo wszyscy bardzo kochają życie. Przyjemnie jest siedzieć wśród zieleni i spoglądać na słońce w rydwanie ze złota i księżyc w rydwanie z pereł. Słodka jest woń głogu i słodki zapach dzwonków, ukrytych w dolinie, i wrzosu, co kwitnie na wzgórzu. Ale miłość lepsza jest od życia, a czymże jest serce ptaka w porównaniu z sercem człowieka? Słowik rozpostarł do lotu swe ciemne skrzydełka i wzbił się w powietrze. Jak cień przemknął ponad ogrodem i jak cień przeleciał ponad gajem. Chłopak tymczasem ciągle jeszcze leżał na trawie, jak go był pozostawił, a łzy nie zaschły wcale w jego pięknych oczach. - Bądź dobrej myśli - zawołał słowik - bądź dobrej myśli, gdyż będziesz miał czerwona różę. Wyczaruje ją pieśnią przy świetle księżyca i zabarwię własną krwią. A w zamian żądam od ciebie tylko tego, abyś był prawdziwym kochankiem, albowiem miłość mędrsza jest od filozofii, pomimo że ta jest tak mądra, i silniejsza od potęgi, mimo że ta jest tak silna. Chłopak przestał wpatrywać się w trawę i słuchał nie rozumiejąc, co mu słowik mówi, gdyż rozumiał tylko to, co napisane w księgach. Dąb jednak zrozumiał i zasmucił się, będąc szczerze przywiązany do słowika, który usłał gniazdko w jego gałęziach. - Zaśpiewaj mi ostatnią pieśń - szepnął. - Będzie mi bardzo samotnie po twym odlocie. Więc słowik począł śpiewać dla dębu, a głos jego był tak piękny jak nigdy dotąd, może dlatego że śpiewał po raz ostatni swemu staremu przyjacielowi. Gdy skończył swą pieśń, student dźwignął się z trawy i wyjął z kieszeni notes i ołówek. - Formę opanował - mówił do siebie odchodząc z gaju - tego mu odmówić niepodobna, ale czy ma również uczucie? Obawiam się, że tego mu brak. Nie umiałby się poświęcić dla innych. Myśli tylko o śpiewie, a każdemu wiadomo, że sztuka jest egoistyczna. Gdy księżyc zaświecił na niebie, słowik przyfrunął do różanego krzewu i pierś przycisnął do cierna. Przez cała noc śpiewał z piersią opartą o cierń, a zimny kryształowy księżyc spłynął na skraj horyzontu i słuchał. Przez cała noc słowik śpiewał, a cierń coraz głębiej wbijał się w jego pierś, z której wraz z krwią uchodziło też życie. Śpiewał najpierw o narodzinach miłości w sercu młodzieńca i dziewczyny. A na najwyższej gałązeczce różanego krzewu rozkwitała cudowna róża, listek za listeczkiem, w miarę jak pieśń nowa następowała po pieśni przebrzmiałej. Róża była początkowo blada jak mgły wiszące nad rzeka - i srebrna jak skrzydła zmierzchu. Niby cień róży w srebrnym zwierciadle. Ale krzew nalegał na słowika, aby mocniej przytulił się do ciernia. - Mocniej się przytul, słowiczku, inaczej dzień nastanie, zanim róża się rozwinie. Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, a śpiew jego potężniał z każdą chwilą, gdyż śpiewał o narodzinach miłości w duszy mężczyzny i kobiety. Delikatny cień purpury zabarwił płatki róży. Ale cierń nie dotarł jeszcze do serca, więc i serce róży pozostało białe, bo tylko krew słowika zdolna jest zabarwić purpurą serce róży. A krzew nalegał na słowika, by się mocniej przytulił do ciernia. - Mocniej się przytul, słowiczku jeszcze mocniej. Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, aż cierń dotarł do serca, przeszywając je ostrym bólem. Gorzki, gorzki był ból słowika i coraz mocniejszy jego śpiew, śpiewał bowiem o miłości ukoronowanej śmiercią, o miłości sięgającej poza grób. I cudowna róża stała się szkarłatna, jak purpura wschodzącego słońca. Szkarłatny był wianek płatków i szkarłatny rubin serca. Ale głos słowika słabł z każdą chwilą i skrzydełka poczęły trzepotać, a mgła przesłoniła mu oczy. Coraz słabiej brzmiał jego śpiew, a śpiewak coraz wyraźniej czuł, że go coś dusi w krtani. Wtedy wydobył z siebie melodię najgłębszą. Biały księżyc ją usłyszał i, zapominając o świecie, przystanął na niebie zasłuchany. Czerwona róża usłyszała i cała zadrżała dreszczem ekstazy rozchylając czerwone listeczki na chłód poranka. Echo poniosło pieśń ku swym purpurowym jaskiniom w górach, budząc śpiących pastuchów. Popłynęło ponad trzciny nadbrzeżne, a te poniosły jej zew ku morzu. - Patrz, patrz - krzyknął krzew - oto róża skończona. Słowik jednak nic już nie odpowiedział, bo leżał martwy w bujnej trawie, z przebitym sercem. A w południe chłopak otworzył okno i wyjrzał na ogród. - Cóż to! - krzyknął. - Jakiż szczęśliwy traf! Czerwona róża. Nigdy w życiu nie widziałem podobnej. Jest tak przecudna, Że najpewniej musi mieć długa łacińską nazwę. - I, wychyliwszy się z okna, zerwał kwiat. Następnie chwycił kapelusz i pobiegł do domu profesora trzymając w ręku czerwoną różę. Córka profesora siedziała przed domem, zwijając na szpulkę błękitny jedwab, a u nóg jej leżał mały piesek. - Przyniosłem ci czerwona róże - zawołał chłopak. - Oto róża tak czerwona jak żadna inna na całym świecie. Dziś wieczór będziesz ją nosić przy sercu. Ona ci powie, jak bardzo cię kocham. Czy zatańczysz ze mną? Ale dziewczyna zmarszczyła brew. - Zdaje mi się, że kolor ten nie będzie się zgadzał z moja toaleta - odparła - zresztą siostrzeniec szambelana przysłał mi prawdziwe klejnoty, a każdy przecież wie, że klejnoty są znacznie droższe od kwiatów. - Więc to tak! Zaprawdę, jesteś pani bardzo niewdzięczna! - wybuchnął oburzony chłopak. -I rzucił różę na ulice, aż potoczyła się do rynsztoku, gdzie ją zmiażdżyło koło przejeżdżającego właśnie wozu. - Niewdzięczną! - zawołała dziewczyna. - Co za brutalność! Zresztą, czym pan jesteś właściwie. Zwykłym studentem. Ba, wątpię nawet, czy masz srebrne sprzączki przy trzewikach jak siostrzeniec szambelana. - Rzekłszy to, zerwała się z krzesła i weszła do mieszkania. - Cóż za idiotyzm ta miłość - mówił do siebie chłopak wracając do domu. Oskar Wilde
Podczas burzy na środku Morza Śródziemnego narodziła się chmura. Nie miała jednak czasu tam dojrzeć, gdyż wiatr zaczął spychać wszystkie chmury w kierunku Afryki. Gdy dotarły nad kontynent, zmienił się klimat. Na niebie zajaśniało gorące słońce, a poniżej rozciągały się złote piaski Sahary. Wiatr chciał je przenieść na południe, w kierunku dżungli, gdyż nad pustynią prawie nigdy nie pada deszcz. Młoda chmura, wzorem młodych ludzi, postanowiła poznać świat i odłączyła się od rodziców i starszych przyjaciół. - Co ty robisz? – zaprotestował wiatr. – Pustynia jest wszędzie taka sama! Wracaj do szeregu, wszyscy zmierzamy do Afryki, gdzie są góry i przepiękne drzewa. Jednak młoda chmura nie posłuchała go, gdyż z natury była niepokorna. Powoli schodziła ku ziemi, aż osiadła na lekkim, przyjaznym wietrze unoszącym się nad złotymi piaskami. Długo spacerowała, aż zauważyła uśmiechającą się do niej wydmę. Spostrzegła, że wydma także była młoda, niedawno usypana przez wiatr. W jednej chwili zakochała się w jej złotych włosach. - Witaj – powiedziała. – Jak ci się wiedzie tam w dole? - Żyję wśród innych wydm, słońca, wiatru i karawan, które tędy przechodzą. Czasem jest straszliwie gorąco, ale da się wytrzymać. A jak ci się żyje tam w górze? - Tutaj też jest słońce i wiatr, ale za to mogę przechadzać się po niebie i poznawać świat. - Moje życie jest krótkie – poskarżyła się wydma. – Gdy wiatr wróci z dżungli, zniknę. - Bardzo cię to martwi? - Wydaje mi się, że nikomu nie jestem potrzebna. - Ja czuję to samo, bo gdy zawieje nowy wiatr, polecę na południe i zamienię się w deszcz. Taki mój los. Wydma zawahała się, po czym spytała: - Czy wiesz, że tu na pustyni deszcz nazywamy Rajem? - Nie przypuszczałam, że mogę zmienić się w coś tak wspaniałego – odparła z dumą chmura. - Słyszałam, jak stare wydmy opowiadają różne historie. Mówią, że po deszczu obrastają nas zioła i kwiaty. Mnie to nigdy nie spotka, deszcz rzadko pada na pustyni. Tym razem zawahała się chmura, lecz po chwili uśmiechnęła się szeroko: - Jeśli chcesz, mogę okryć cię deszczem. Kocham cię i chcę z tobą zostać na zawsze. - Kiedy zobaczyłam cię na niebie, też się w tobie zakochałam – odparła wydma. – Ale jeśli zmienisz swoją piękną białą czuprynę w deszcz, umrzesz. - Miłość nigdy nie umiera – powiedziała chmura. – Ona się zmienia, a ja chcę pokazać ci Raj. I chmura zaczęła pieścić wydmę małymi kroplami. Długo były razem, aż pojawiła się tęcza. Następnego dnia wydmę obsypały drobne kwiaty. Sunące w stronę Afryki młode chmury myślały, że tu zaczyna się dżungla, której od dawna wypatrywały, więc zostawiały parę kropel. Po dwudziestu latach wydma zmieniła się w oazę, użyczającą podróżnym cienia pod drzewami. A wszystko dlatego, że któregoś dnia pewna chmura nie zawahała się poświęcić życia z miłości.
...Dopiero przybyłem.
Powiedź więc, że się stęskniłeś.
To raczej Ty stęskniłeś się za mną
Za moimi pieszczotami i czułymi słówkami
Za moim dotykiem i erotycznym wabikiem
Za moją bliskością i osobowością
Czy juz za mną szalejesz? Czy nadal tylko się śmiejesz?
Ani się śmieję, ani szaleję. Wciąż kocham Jego.
Wiecie jak smakuje szczęście? Jest pyszne ale jednocześnie nie można się nim nasycić, bierzesz kawałek, drugi i trzeci i kolejny i wciąż prosisz o więcej. Nie, to nie pazerność, to potrzeba. Ktoś kiedyś mi napisał:
Czy masz marzenia?
Chłopie powiedz, czy masz marzenia?
Czy ty naprawdę masz marzenia?
Bo jeżeli nie masz marzeń...
Bo jeżeli naprawdę nie masz marzeń,
To nigdy ci się one nie spełnią!
Ale jeżeli masz marzenia,
to powiedz, czy masz je gdy siedzisz
w fotelu przed telewizorem
i patrzysz na piękne samochody?
To nie są marzenia.
To są tylko mrzonki,
Bo prawdziwe marzenia nie dają
Siedzieć w fotelu...
Miałem takie marzenie, zakazane marzenie żeby czuć się jak zwykły człowiek, przejść przez ulice trzymając kogoś kogo kocham za rękę i żeby to nikogo nie dziwiło, żeby nikogo to nie raziło jako coś niestosownego, kontrowersyjnego, rażącego. Miałem takie marzenie żebym to ja czuł się wtedy naturalnie, normalnie. To tylko marzenie. Kiedy się spełniło przestało być marzeniem. Jak smakuje szczęście? Nie znam słowa, którym można nazwać smak szczęścia. Mogę jedynie je porównać, że jest niczym zakazane marzenie, które nigdy miało się nie spełnić, a spełniło się.
Majka napisała mi, że „Przyjacielem jest ten kto pierwszy przychodzi i ostatni odchodzi” to tak jakby porównać radość i smutek. Zawsze musi być najpierw radość, bo żeby było gorzej musi być najpierw lepiej. Zawsze też ostatnia odchodzi radość bo na zawsze zostaje w głębi serca i pamięci. Za to smutek jest ulotny jak dym z porannego papierosa.
Dawno temu Majka Jeżowska śpiewała dla dzieci wspaniałą piosenkę, wspaniałe słowa:
Dokąd biegną sny gdy mija noc?
Gdzie czekają, aż je znajdzie ktoś?
Uuu - czy w prawdę się zmieniają?
Zamknij oczy i do siedmiu licz
Raz na jakiś czas, więc może dziś
Uuu - marzenia się spełniają!
Ref. Marzenia się spełniają
Tylko stale, stale myśl o nich myśl
Wszystko, co tylko chcesz
Może się zdarzyć dziś!
Marzenia się spełniają
Tylko mocno, mocno, mocno w nie wierz
Ściskaj kciuki co sił, oczy zamknij też...
To nie ważne ile liczysz lat
Każdy przecież ma swych marzeń świat
Uuu - sny tajemnice znają...
To nie żaden wstyd uwierzyć raz
Ze czarodziej sfrunie prosto z gwiazd
Uuu - marzenia się spełniają!
Ref. Marzenia się spełniają...
Usiądź obok mnie i razem znów
Sprawdźmy, że naprawdę chcieć to móc
Uuu - choć wszyscy to już znają!
Ref. Marzenia się spełniają
Tylko stale, stale myśl o nich myśl
Wszystko, co tylko chcesz
Może się zdarzyć dziś!
Marzenia się spełniają
Tylko mocno, mocno, mocno w nie wierz
Ściskaj kciuki co sił, oczy zamknij też...
Tylko trzymaj kciuki co sił, oczy zamknij też...
Przyjacielu!
Ty jak promień świecy
rozświetlasz mrok.
Kiedy płaczę,szlocham
i gdy świat kocham,
jesteś przy mnie...
Milczysz.Nie krytykujesz,
nie pocieszasz,
nie dajesz bezużytecznych rad...
Po prostu jesteś.Ze mną
i zawsze po mojej stronie.
Przyjacielu!
Jesteś mym spokojnym portem
na wzburzonym morzu istnienia.
Pozwalasz na oddech,
wspierasz w postanowieniach...
Przyjacielu!
Bądź ze mną zawsze,
aż do dnia ostatecznego Zbawienia...
Twój nieistniejący Przyjaciel.
No i się zaczął kolejny dzień.
Patrzę na ludzi z boku zabiegani zapominają o tym po co to robią, jaki jest w tym cel, czy jest w tym cel?
W myślach coraz więcej niepewności, zwątpienia, rozczarowania już nie ma, skończyło się, minął jego czas.
Znów przed tymi świętami praca stała się całym moim życiem, lubię takie życie. Nie ma czasu na niepotrzebne myślenie co dalej, nie ma czasu na nic innego poza pracą. Mam dobrą pracę teraz to wiem, doceniam. Męczy mnie, wyczerpuje i fizycznie i psychicznie dlatego to praca wprost wymarzona dla mnie.
Ludzi dookoła jakby coraz mniej, kłamstwa coraz więcej, to męczy, strasznie męczy.
Przyszła wiosna moje gołębie odchowały już pierwsze młode. Zeberki zniosły pierwsze jajka. Za dwa tygodnie jeśli będzie wszystko dobrze doczekają się sześciu małych piskląt.
Za chwilę Święta!!!
Czas obfitości, pazernego obżarstwa. Oby tylko pazerność nie pożarła nas…
Wesołych...
Czarne chmury zawisły nad moim niebem. Wciąż są ludzie, którzy ode mnie czegoś oczekują, chcą, żądają. A ja chcę uciec od tego jak najdalej. Niedzielne imieniny mamy, słowa ojca skierowane chyba po raz pierwszy do mnie, wróć my tu na Ciebie czekamy… Dlaczego nikt nie zapyta czego ja chcę? Dlaczego? Próba pozbierania myśli, sen, zapomnienie.
Telefon do przyjaciółki nie odpowiada… dziś go wyłączyłem chcę mieć kilka dni spokoju od pracy. Kiedy znów zaświeci słonce? Przecież tylko jedno nie udało mi się w życiu, życie.
Jest taki ktoś bardzo daleko na końcu świata gdzie słońce tuli się do snu.
Jest taki ktoś kto serce me oplata i trzyma na uwięzi tylko dla siebie.
Jest taki ktoś kto radość daje mi co dnia w zamian nie żądając nic.
Jest taki ktoś kto serce ma jak skarb a serce to daje mi.
Minął kolejny dzień. Jeden drugiemu podobny, nerwowy, bezcelowy. Po raz kolejny moja naiwność wzięła górę i postanowiłem zagrać w totka :) dlaczego nie? Przecież ludzie wygrywają. Wyobrażam sobie co wtedy czują, radość? Pewnie przez chwilę. Potem spokój bytu na jutrzejszy dzień. Nie powinno tak być, że radość można kupić ale tak jest, można. A co jeśli nie stać Cię na kupno radości? Trzeba ją stworzyć, zrobić z niczego. Ale ile więcej jest warta taka radość. Chciałbym żeby dziś było jutro, bo jutro zawita do mnie radość i nie będzie kupiona :)
Dziś odniosę się do artykułu, który opublikowałem w poprzednim wpisie a właściwie do odczuć które zrodziły się we mnie po przeczytaniu jego, rozmowie z kilkoma osobami i własnymi myślami. Jak myślicie co w tym artykule szokuje? Matka chłopca? Jej zachowanie? Ojciec? A może homoseksualność Jędrka? A może nic? Może homoseksualność jest normalna? Jedna osoba powiedziała „to jest normalne bo tacy ludzie są”. Tak są. Czyli homoseksualność jest normalna. Homoseksualista, gej, czy pedał jak kto woli jest normalny. Pedofile też są i to że są też wystarczy żeby powiedzieć, że są normalni? Więc może poukładam swoje myśli w jedna całość. W zasadzie to myślę, że to nie jest normalne. Ale kiedy zaczynam się zastanawiać i myśleć nad tym to zobaczcie. Dajmy przykład jest związek nieważne czy to dwóch mężczyzn czy dwie kobiety. Kochają się mają warunki ku temu żeby wychowywać dziecko, szanują się itp. Itd. I teraz tak, powiedzmy, że mają to dziecko, zostało przez nich adoptowane choć tego się nie da zrobić. I Tu pytanie dlaczego? Bo to nie jest normalny związek! I tu zadaje pytanie dlaczego nie jest normalny? Najczęściej używane argumenty: „Jest to niezgodne z naturą”. To chyba najgłupszy argument padający zwykle jako pierwszy. Poszukajmy czegoś innego co jest niezgodne z natrą, a co jest w naszym życiu. Zaglądnij do kuchni jako pierwszej. Czy widzisz tam coś co jest nie zgodne z naturą? Podpowiem troszeczkę, niezgodne z naturą jest to, że w szafce masz puszkę z jedzeniem, którą możesz otworzyć za 3lata i spokojnie zjeść to co w niej będzie. Niezgodne z naturą jest to że człowiek produkuje sam ciepło zamiast żyć zgodnie z naturą i temperaturami jakie panują na zewnątrz, nie zgodne z naturą jest to, że spożywasz posiłki z paczki które posiadają postać proszku a ty nazywasz to jedzeniem. Całe twoje obecne życie które prowadzisz jest niezgodne z naturą, czy więc taki argument w ogóle powinien padać? Od wielu już lat człowiek nie żyje zgodnie z naturą, zaśmieca ją, zatruwa, nagina jej prawa i wykorzystuje. „NIE, bo nie” Taka odpowiedź skłania mnie do odwrócenia się na pięcie i zignorowania kogoś takiego. Płytkie, nic nie wnosi, niczego nie dodaje, niczego nie tłumaczy. Dialog z kimś kto używa takiego argumentu to bezsens. Należy unikać bezsensownych dialogów. „Bo dziecko będzie prześladowane w szkole” Kiedy dziecko jest prześladowane w szkole? Tylko wtedy, gdy inne dzieci biorąc przykład z dorosłych posługują się określeniami których nie rozumieją, a które słyszą w domu i wynoszą na podwórko. Jak ktoś mówi, że dziecko będzie prześladowane w szkole to wyobrażasz sobie dziecko w jakim wieku? Czy taki 6-latek w zerówce będzie w ogóle zdawał sobie sprawę, że dwie mamy lub dwaj tatusiowie to coś złego? Czy taki 15-latek w gimnazjum nie będzie znał argumentów na tych którzy spróbują go prześladować? Ostatecznie można zgłosić taką rzecz, w końcu mamy pewne ustawy, swoje prawa i każdy powinien je znać i szanować. „Bo dziecko wyrośnie na geja” Jeśli dziecko miało by czerpać wzór zachowań seksualnych od swoich rodziców to dlaczego są geje? Przecież we większości nasi rodzice to heteroseksualni partnerzy. A nawet jeśli dziecko wyrośnie na geja to co to zmienia. Jeśli będzie prawo do adopcji to ono też będzie mogło mieć dzieci. Najważniejsze by dziecko miało dobrych rodziców. „Bo taki związek to grzech” Ulubiony argument katolików. Od wieków katolicy narzucają swoje zdanie innym. Drogi krzyżowe, polowania na czarownice. Ile milionów ludzi zginęło przez prześladowania na tle religijnym, gdzie prześladowcami byli ci którzy głosili wiarę w Jedynego prawdziwego pozbywając się innowierców. Co dla mnie jest grzechem? Na pewno wyrządzanie krzywdy innym. Prawa katolickie nie są złe, to kościelna ich interpretacja jest niewłaściwa. Jak można miłować bliźniego swego jak siebie samego a zarazem nakładać ekskomunikę na innego człowieka bo popiera In-vitro. Grzechem jest to, że nie pozwala się na adopcję dzieci ludziom, którzy mogą być wspaniałymi rodzicami. Grzechem jest to ze odbiera się dziecku możliwość życia w lepszych warunkach, w lepszym otoczeniu. Argumentów jest wiele, nie każdy da się tak łatwo obalić, ale najczęściej powtarzają się te same. Ludzie niestety, ale rzadko myślą. Wolą powielać zdanie innych, to co słyszeli to akceptują bez zastanowienia, bez obiekcji. A życie nie jest takie proste. Jestem ojcem!! Też chciałbym tak powiedzieć. W przypadku lesbijek i zostaniem rodzicem sprawa jest prostsza, tak się przynajmniej wydaje. W przypadku gejów już nie koniecznie, ale okazja by zostać ojcem może się trafić…
Matki homoseksualistów chcą żyć w cieniu. Wstydzą się. Czują się winne. Boją się odrzucenia. Na osiem proszonych o spotkanie zgodziła się jedna. Powiedziała: Przeszłam piekło, bo nic nie rozumiałam. Chcę pomóc innym matkom. Pierwsze podejrzenie. Jędrek ma 16 lat. Je dziemy we dwoje do Florencji. Nasze ma rzenie od lat. Galleria dell'Accademia. Dawid. Rzeźba z kararyjskiego marmuru dłuta Michała Anioła. - Najpiękniejszy posąg młodzieńca w świecie -mówię - co za artysta! Patrzę na syna. On stoi i stoi. Nieobecny. Bolą mnie nogi. Idę dalej, oglą dam dziesiątki obrazów, jego wciąż nie ma. Wreszcie biegnie, różowe policzki, nie patrzy na nic. - Mamo, nie widziałem nigdy nic tak pięknego. Ciało mężczy zny może być tak doskonale! Ja czuję skurcz żołądka. Wracamy. Popełniam pierwszy błąd. Opowiadam mężowi. Że czegoś się boję. Zarzucamy go py taniami. Może zrobiliśmy coś źle. Może poświęcaliśmy mu za mało uwagi. Może ja przytłoczyłam go miłością, tak długo czekałam na dziecko. Ojciec Jędrka jest dużo starszy ode mnie. Skoncentrowany na karierze. Wobec syna żadnych czułości. Taki męski twar dziel. Z Jędrkiem nigdy nie mieliśmy żadnych kłopotów. Mąż bierze Jędrka na rozmowę. Ale tylko krzyczy. Jędrek zapłakany. Mąż wściekły. - Nie mam czasu na bzdury. Nie chcę więcej słu chać tych twoich: „Syneczku, weź szalik, czy piłeś rano soczek". Po pełniam drugi błąd. Wycofuję się. Ojciec Jędrka postanawia wy korzenić zło w zarodku. Jest rok 1994. Jadą na weekend na wieś. Przedtem nie miał dla niego czasu. Teraz nagle wszystkie wolne dni spędzają we dwóch. - Mamy męskie sprawy - mówi mąż. Jędrek mdleje, bo ojciec każe mu zabić kurę na obiad. Postanawia go hartować. Z plecakiem w góry po schroniskach. Wędrówki w deszczu. Kąpiel w rzece wiosną. Jędrek z zapaleniem płuc ląduje w szpitalu. W gorączce krzyczy: „Mamo, ratuj". Eksperyment wychowawczy trwał rok. Powiedziałam: - Dość, nie będziesz mordował mi dziecka. - Więc mnie w to nie mieszaj. Urodziłaś pedała, to go sobie chowaj. Zabrał rzeczy. Nic nie wiedziałam o tym świecie. Artyści. Tancerze. Kolczyk w uchu, obcisłe spodnie, kręcą pupami. Myślą stale o seksie. Zmieniają partnerów raz po raz. Starsi uwodzą chłopców. Jędrek? Trochę za mocno zlewa się wo dą kolońską. Nie spotyka się z dziewczynami, bo lubi być ze mną. Przecież stale powtarza: z nikim nie jest mi tak dobrze jak z tobą, mamo. Nie, nie, mój Jędrek jest inny, normalny. Po prostu wrażliwy. Aż weszłam do jego pokoju. Uczył się z kolegą do egzaminu. Ja miałam w ręku talerzyki z ciastem drożdżowym. Właśnie upiekłam. Oni całowali się. Talerzyki w drobny mak. Zrobiło mi się niedobrze. Płakałam. Modliłam się. Krzyczałam i waliłam w poduszkę rękami. Wstydziłam się powiedzieć o tym komukolwiek. On nocami płakał w swoim pokoju. Nie umiałam pogłaskać go po głowie. Gdzieś wyczytałam, że mięso podnieca. Więc gotowałam mu jarzynki. Jadł. Nigdy żadnego protestu. Zaczęły mu krwawić kąciki ust. Przewrócił się w łazience. Miał zawroty głowy, ale nie skarżył się. Przytuliłam go. - Powstrzymaj się synku! Albo ożeń się z jakąś fajną dziewczyną. On tylko patrzył. Widziałam kiedyś cielaka, którego oddawano do rzeźni. Też miał takie oczy. Rozmawiać ciągle nie umieliśmy. Co mam robić? Kogo prosić o pomoc? Jak się zachować? Wobec przyjaciółek grałam. Zazdrościły mi: - Twój Jędrek, kto by pomyślał, maminsynek z bicepsa mi, masz szczęście, razem na święta wyjeżdżacie i na działkę. Opowiadałam o dziewczynach mojego syna. Dziewczynach z moich marzeń. Chodziłam po bibliotekach i czytelniach. Podobno wydano tłumaczenie z niemieckiego na ten temat, ale wyczerpane. Zadzwoniłam do telefonu zaufania. Młody głos: - Musi pani nauczyć się tolerancji. To wiedziałam. Ale jak?- Synku, czy mogę ci jakoś pomóc? - Nie wiem, mamo. Pojechaliśmy do seksuologa. Pytam:- Jak mam go leczyć? Jakieś hormony? Psychoterapia? Czy on z genów jest chory? - Pani syn jest zdrowy. Nie wymaga leczenia. Już ponad 20 lat temu, w roku 1973 Amerykańskie To warzystwo Psychiatryczne usunęło homoseksualizm ze spisu zaburzeń emocjonalnych. Nikt z nas nie wybiera swoich uczuć ani swojej seksualności. Jedni są prawo- inni leworęczni. - No dobrze, ale jak ja mam z tym żyć? - Skoncentrujmy się na chłopcu - powiedział - to jemu trzeba pomóc. Jakbym ja nie była żywym człowiekiem. Mój dramat nikogo nie obchodził. Żyliśmy pod jednym dachem. Ale dawna bliskość znikła. Syn zamknął się w sobie. Często gdzieś wychodził. Ja uczyłam się obojętności. Tak jakby „tego" nie było. O nic nie pytałam. Jak on żyje, czy ma jakiegoś przyjaciela. Potem, gdy poznałam inne takie matki, zobaczyłam, że reagujemy podobnie. Matka geja walczy. Udaje, że wszystko jest w porządku. Aktorka prawie doskonała. Przez jakiś czas albo przez całe życie zaprzecza rzeczywistości. Tego robić nie wolno. Ale skąd my mamy o tym wiedzieć? Tak utrwalałam w nim kłamstwo. Więc Jędrek otaczał się kobietami. Pilnował ważnych premier. Chodził ze mną albo jakąś odlotową laską. Jest przystojny, umie być czarujący. Zauważa sukienkę, zna się na modzie. Jego komplementy kobietę uskrzydlają. Męczyła go ta gra. Chyba był straszliwie nieszczęśliwy. Robił to dla mnie. To matka często nie pozwala dorosłemu dziecku spojrzeć w lustro i powiedzieć: jestem gejem, jestem hazardzistą, jestem alkoholikiem. Nie daje mu szansy, żeby siebie pokochał. Powiedział mi kiedyś: Mamo, zrobię wszystko, żebyś się mnie nie wstydziła. Chwyciłam się nadziei. Wertowałam jego kieszenie, szuflady w biurku, na pewno znajdę ślad dziewczyny. Znalazłam ze 40 tabletek dormicum. Oblał mnie zimny pot. Od rozstania z mężem nie chodziłam do kościoła. Uważałam, że nie zasłużyłam na takie zło. Dlaczego ja mam takiego syna? Jestem z chrześcijańskiej rodziny. Jędrek był ministrantem. No więc obraziłam się na Boga. Ale jak trwoga... Poszłam do spowiedzi. Usłyszałam tylko o grzechu i potępieniu wiecznym. - Nienawidzę Boga, nienawidzę, dlaczego mi to robi? - krzyczałam do przyjaciółki Kryśki. Jej też nienawidziłam, może dlatego, że mój syn ją lubił, byli razem dwa razy we Wspólnocie Taize. - Nie brzydzisz się, ty, chrześcijanko, mojego syna zboczeńca!? - chciałam ją zaszokować, wstyd mi teraz, ale wtedy wpadłam w histerię. Z samotności. Ze wstydu. Strachu. Bezradności. A ona spokojnie: - Homoseksualista nie jest zboczeńcem. Więc wiedziała. I milczała. Dlaczego? - Jędrek o to prosił. Znów poczułam się okropnie. Odrzucona. - Nie umiem być matką takiego syna, chcę mieć wnuki... chcę tulić je i czytać im bajki... - ryczałam chyba kwadrans. - Seksualność jest prywatną sprawą każdego z nas. Czyja kiedykolwiek pytałam ciebie, jak sypiasz z mężem? - Chcę po bożemu, żeby się ożenił, znam małżeństwa, które tak żyją. - Głupia jesteś - powiedziała tylko. Umówiła mnie na rozmowę z księdzem M. Był stary. Przypominał mi mojego ojca. Zupełnie się rozsypałam. Pogłaskał mnie po głowie. Ale w tym, co mówił, nie było sentymentów. - Wiele ludzi postanawia nie reagować na homoerotyczne uczucia homoerotycznym zachowaniem. To jest możliwe, choć trudne. Lecz decyzja należy do twojego syna, nie do ciebie. Powiedziałam, że Jędrek żyje w grzechu, jak twierdzi Kościół. - O obecności czy nieobecności grzechu syn twój sam będzie rozmawiał z Panem Bogiem. Nie ucz go kłamstwa. Rodzicielstwo to odpowiedzialność. l miłość bez warunków. To było przed świętami pięć lat temu. W Wigilię byliśmy sami. Zawsze wolałam być tylko z nim. Jakbym się bała świata. Dzielimy się opłatkiem. Ja milczę. Jędrek wzruszony. Taki duży, silny facet, klatka piersiowa jak katedra. Ale moje dziecko. Obejmujemy się jak dawniej. Sięgam głową do jego splotu słonecznego. On ciągnie nosem: - Mamo, staram się być dobrym człowiekiem. Dla ciebie, dla innych. Nie oszukuję, nie kradnę. Nikogo nie zabiłem. Dlaczego nie możesz zaakceptować mnie takiego, jaki jestem? Czy wszystko, czego nie rozumiem, jest złe? Poczułam, że strasznie go kocham. Nikt inny na świecie nie jest mi tak bliski. Dostałam miłość, która boli. Ale kto powiedział, że miłość to brak cierpienia? Jędrek żyje. Jest zdrowy. Nagle zapaliło się we mnie czerwone światełko. AIDS! (Najpierw odkryto u homoseksualistów, potem dopiero u narkomanów). Będę lękać się o mojego syna do końca życia. Chcę mu pomóc. Muszę wiedzieć więcej. Znów zaczęłam szukać. Wyłuskiwałam wszystkie filmy o uczuciu dwóch mężczyzn. Trafiłam do Lambdy, stowarzyszenia gejów i lesbijek. Dostałam propozycję wyjazdu służbowego do Nowego Jorku. Marzyłam od dziecka o tym mieście. Uzgodniłam z kolegą zamianę. Pojechałam do San Francisco. Już wiedziałam, że tam jest największe skupisko szczęśliwych gejów. Jedna trzecia społeczności. Na początku czułam się dziwnie. Same oryginały. Kolorowo i pachnąco. Ciągle ktoś się uśmiecha. Żadnej agresji. Tam poznałam Luizę. Francuzkę, która przyjechała do Ameryki wspierać swojego syna. Umierał na AIDS jego przyjaciel. Czy jej syn żyje z HIV? Nigdy o tym nie mówiła. Luiza, wesoła, bez wieku, ma w Prowansji winnice i wytwórnię wina. Różowe, orzeźwiające, wypiłyśmy razem parę butelek. - Tinquiete pas! Don't worry - jej ulubiony zwrot z mocnym „r". - Nie martw się. Syn gej to lepsza przyjaciółka niż córka. Nasi chłopcy rozumieją kobiece dusze, a córka to rywalka. Nie masz szans. Młoda, zgrabna, skóra różowa bez make-upu. Zwyczajny syn wsiąka w rodzinę żony, a matka zostaje sama. Ty i ja mamy obok siebie spodnie przez całe życie. Jak dobrze pójdzie, dwie pary. Może to prawda. Czytałam w „Gazecie Wyborczej" wspomnienia kochanka Waldorffa o spotkaniu z matką Jerzego. Podobno powiedziała: Witam drugiego syna w domu. Przyjaźnili się do końca jej życia. Z San Francisco przywiozłam synowi sweter. W kolorze lawendy. Fiolet to połączenie czerwonego i niebieskiego, dwóch kolorów: męskiego i kobiecego. Śmiał się. - Ale odlot! Czy obrączkę na mały palec lewej ręki też dostanę? Poduczyłam się w angielskim, gej to znaczy wesoły, akceptujący swoją seksualność. - Mamo, czy umiesz już powiedzieć: mój syn nie jest heterycki, jest gejem, kocham go. - Tak, synku, jesteś homoseksualistą i bardzo ciebie kocham. Mam za sobą długą, wyboistą drogę - pomyślałam. I szczerze mówiąc, wciąż nie chcę głośno wołać: jestem matką geja. Mam syna. On idzie swoją drogą, a ja swoją. Tak mi się wydawało. Wtedy zadzwoniła przyjaciółka Kryśka. Że dziennikarka „Twojego STYLU" chce pisać o takich matkach jak ja. Że nie chodzi o sensację, ale dobro innych kobiet. Powiedziałam: nie, i byłam wściekła, a więc wszyscy wiedzą? Co mnie obchodzą inne baby, mnie nikt nie pomagał. Styczeń 2001. Telefon. Łkający kobiecy głos w słuchawce. Z kilkunastu chaotycznych zdań orientuję się wreszcie, że to matka przyjaciela mojego syna. Ona i jej mąż dowiedzieli się właśnie, że Mariusz i Jędrek nie są kumplami. Że są kochankami. I chcą mieszkać razem. Była w szoku. Nie wierzyła. Płakała, obrażała mnie, wszystkich. Siebie. Przez to wszystko przeszłam. Krzyczała, że wyskoczy oknem. Sama zdumiona usłyszałam swój głos: - Cieszę, że mój syn umie kochać. Ma wielkie serce. Ja się tam mieszczę. Dwa psy z Palucha, stara kocica z wybitym okiem. I pani syn. Jestem zadowolona, bo on już nie musi być prawdziwym mężczyzną, twardzielem, który nie płacze i wstydzi się okazywania uczuć. Może być czuły, emocjonalny, delikatny, a także piękny i kolorowy. Pomogę pani też to zrozumieć. - Pani jest wariatką - usłyszałam. - Dlatego opowiedziałam pani swoje życie.
artykuł zaczerpnięty z nr 8 (133) magazynu "Twój Styl" z sierpnia 2001
Prawdopodobnie nie zostałem poczęty tylko rodzice ściągnęli mnie z internetu. Robię ot tak to co inni robią tylko w snach a że nie zawsze wyjdzie to prosty fakt. Często zapominam, że istnieją granice rzeczywistości i sam tworze świat w którym żyje. Bo życie polega na wyborach a człowiek zaczyna rozumieć gdy zaczyna coś tracić...
czytała Krystyna Czubówna 
Wczoraj wróciłem do pracy po chorobie i odpoczynku. Fakt, że jeszcze wcale nie powinienem wracać ale... szkoda gadać... Wieczorem włączyłem kompa i czekałem na rozmowę z Piotrkiem. Jakoś nie poszło tak jak bym chciał, wcale nie poszło... I. zrobiła mi kolację, dobrze mam z tymi dziewczynami hehe. Sprawdzała sobie międzyczasie jak jadłem coś na kompie. Napisał jakiś chłopak, wcześniej już pisał na portalu do mnie ale podchodzę do ludzi tam „poznanych" z dużym dystansem bo zazwyczaj chcą czegoś czego ode mnie nie dostanie żaden. Tym razem oczywiście było podobnie. Czasem jak mam humor nieco radośniejszy to staram się obrócić to w żart bo na ogół strasznie mnie to denerwuje. Już jakiś czas temu miałem sytuację po której miałem wykasować profil ale jakoś jeszcze został. Ale nie ma co się rozpisywać, przejdźmy do rzeczy oto nasza rozmowa: (dodam jeszcze, że była prowadzona w trzy osoby)
sfadf
23:06:31
siema
23:06:37
tu dębowe mocne
23:06:38
:)
Klon
23:07:17
siema tu iza co tam dębowe mocne
23:07:22
?????????????
sfadf
23:07:51
iza ups pomyłka
23:07:58
nie znam izy
Klon
23:07:59
marcin je kolacje :)
sfadf
23:08:00
pozdro
23:08:16
aaa
23:08:18
:)
23:08:29
to co z jego gg korzystasz ty niedobra
23:08:34
<nono>
Klon
23:09:23
czasami lubie kontrolować swojego chłopaka
sfadf
23:09:42
nie wolno
Klon
23:09:55
jak to nie wolno trzeba
23:10:15
czasem warto nawet poczytać archiwum
sfadf
23:11:44
jaaaaaa
23:11:52
to jest inwigilacja
Klon
23:12:11
jasne :P
Klon
23:23:28
siema
23:23:42
jesteś jeszcze?
sfadf
23:23:48
dziewczyna Ci sprawdza gg??
Klon
23:23:55
czasem
sfadf
23:23:58
o co chodziz tym
23:23:58
??
23:24:09
jak to mozliowe?
Klon
23:24:35
normalnie, jak zostawiłem włączonego kompa i gg to weszla poszperać
sfadf
23:24:55
napisała że archiwum też spr
Klon
23:25:14
kasuje więc nic tam nie znalazła
sfadf
23:25:37
a następnie nie wiem kto jest po tamtej stronie i nie mam pewności że to TY więc co tu napisac
23:25:39
:)
23:26:00
nie cche sie tu pawidz w dochodzenie więc pozdrawiam miłej nocki
Klon
23:26:11
spoko jak chcesz
23:26:38
możesz napisać na fellow to będziesz wiedział czy to ze mną rozmawiasz czy z Izą
sfadf
23:27:30
a kogo TY szukasz prócz dziewczyny ?
Klon
23:28:00
nie szukam dziewczyny bo już mam
sfadf
23:28:15
a kogo szukasz?
Klon
23:28:21
chłopaka
sfadf
23:28:21
czy nie szukasz?
23:28:38
chłopaka jak masz dziewczyne po co Ci chłopak?/
Klon
23:28:49
do tego samego co dziewczyna
sfadf
23:29:00
tylko seks?
Klon
23:29:00
;P
sfadf
23:29:02
tak
23:29:03
??
Klon
23:29:22
niekoniecznie, do sprzątania, gotowania itp
23:29:39
:)
sfadf
23:30:01
taaa akurat nie wiem co Ty piszesz idę spać
23:30:09
to jest bezsensu
Klon
23:30:30
dobra sorki żarty sobie robię
23:30:43
a właściwie to robimy z Izką
23:30:45
:)
sfadf
23:31:07
czyli to bnie jest Twoja dziewczyna tylko moze siostra
23:31:11
tak??
Klon
23:31:30
ona jest tolerancyjna i pozwala mi miec chłopaków czasem
sfadf
23:31:56
a ja do tego stopnia nie ejstem i pisże pozdro
Klon
23:32:24
no spoko do tego trzeba dorosnąć
23:32:59
paaaaaa
No i tak to sobie pożartowaliśmy z biednego chłopaczka, który niepotrzebnie mi napisał w drugim zdaniu „znajomości" czy się umówimy... (zaznaczam, że pierwsze było cześć hehe).
Chociaż pośmialiśmy się trochę, potem nie mogłem zasnąć ale to już inna bajka...
Napiszę jeszcze jutro ciąg dalszy do tego co teraz powiedziałem. Dziś już nie mam siły jestem zmęczony i boli mnie serce.
Dobranoc
Tak jak obiecałem czas dokończyć co zacząłem. Nie będę się rozpisywał. Nie jestem zbyt wylewny, nie lubię rozmawiać. Co będzie, to będzie, nic na siłę i bezstresowo. Czego jestem pewien, to wolę nie mieć nikogo, niż spędzić życie z osobą, która jest tylko zaspokojeniem samotności...
Znowu nie. Dzień za dniem mija tak samo dopada mnie zmęczenie. Historia lubi się powtarzać. Pozostała tylko praca, tylko no i oczywiście marzenia, których nikt nie jest w stanie mi odebrać. Wczorajszy dzień ukazał znów jakim jestem draniem, nie jedna osoba tak o mnie myśli. Kolejna osoba out... nie dajesz z siebie wszystkiego? Nie ma efektów? Nie jesteś jak ja? Nie możesz nadążyć? Skreślam Cię!!! Brutalne? Całe życie jest brutalne. Zostałem tylko ja i Iza Ona już wie po Tylku latach znajomości, że musi być najlepsza, nie ma wyjścia. Chciałem już z tym skończyć. Nie jest dobrze wymagać od kogoś czegoś małorealnego, przerastającego jego możliwości i siły. Tego ode mnie wymagają, tego wymagają żebym ja wymagał od innych. Dałem wypowiedzenie, nie przyjęli...
Coraz częściej dopadają mnie złe myśli i złe sny. Czasem budzę się w środku nocy wystraszony. To są bardzo złe sny. Podobno sny sprawdzają się na opak. Chciałbym tego, bardzo bym tego chciał. Egoista? Może. Jedna Basia wie o czym teraz pisze. A może nie wie... może już nie pamięta. Dziś leżę w łóżku, chory, mówiłem innym jak ich grypa łapała, a najważniejsze to nastawienie, ja sobie mówię: Nie mam czasu na to żeby chorować i nie choruję. Oczywiście żart, ale na prawdę działało aż do teraz... organizm przemęczony szybko się poddaje ale nie ja.
" To prawdziwa radość życia poświęcić się celowi, który uznajesz za doniosły, być siłą natury zamiast roztrzęsionym, egoistycznym strzępem cierpień i utyskiwań, narzekającym, że świat się nie poświęca, by uczynić go szczęśliwym. Uważam, że moje życie należy do całej społeczności, i dopóki żyje, moim przywilejem jest czynienie dla tej społeczności wszystkiego, co mogę. Chciałbym być całkowicie wyczerpany, gdy będę umierał, gdyż im ciężej pracuję, tym dłużej żyje. Cieszę się życiem dla niego samego. Nie jest ono dla mnie małą świeczką, lecz olbrzymią pochodnią, którą dostałem na chwilę do potrzymania, i chcę, by płonęła jak największym blaskiem, zanim wręczę ją następnym pokoleniom".
George Bernard Shaw
„Niektórzy ludzie spędzają ze sobą całe życie, choćby w myślach"
Dziś znów musiałem zwolnić dwie osoby. Ludzie..., ten świat schodzi na psy... nic naprawdę nic nie pomoże. Koniec dla dwóch szansa dla dwóch (moja i Twoja nadzieja).
Znów dziś nie zasnę...
Bezużyteczny,
bezwartościowy,
niepotrzebny,
samotny,
załamany,
staczam się...
Znów nadszedł nowy okres w moim życiu i czas zakończyć etem pisania tego bloga. Ci, którzy są ze mną od początku wiedzą, że nie przestanę pisać. Jednak tym razem zmienił się adres bloga. Wszyscy Ci, którzy chcą dalej zaglądać w moje zazwyczaj marudzące wpisy zapraszam na nowy blog. GG macie jak ktoś chce niech zapyta...
Dziękuję tym, którzy tak długo tu bywali...
Płomień zgasł, nie ma nas
Zniknął blask i minął czas
Tamtych dni nie żal mi, wyschły łzy
Wybaczam Ci...
Kiedyś ktoś skradł mi Cię
Czułam ból, było źle
Dzisiaj Ty pytasz czy mogę znów pokochać Cię, pokochać Cię
Całować Cię i kochać Cię
Co było złe minęło jak brzydki cień
Zobacz mnie, zobacz niebo,
Zobacz mnie, zobacz niebo,
Zobacz mnie, zobacz nas
Skończyło się już nie ma szans
Nie umiem wejść w to samo drugi raz
Nie wierzę, kiedy mówisz "ty i ja"
Dlatego teraz pożegnamy się
Więc pośpiesz się, uwolnij mnie
Dzisiaj wiem, że płomień zgasł
Dzisiaj wiem, że nie ma nas
Już nie liczę tamtych ran, pragnę żyć od nowa
Dzisiaj wiem że płomień zgasł
Dzisiaj wiem że nie ma nas
By zrozumieć tamten czas, musiałam przejść to znowu
Dzisiaj wiem, że płomień zgasł
Dzisiaj wiem, że nie ma nas
Już nie liczę tamtych ran, pragnę żyć od nowa
Czemu ciągle czuję, że, że nie rozstaliśmy się
Będę wolna jeśli Ty w końcu też wybaczysz,
Wybaczysz mi, wybaczysz mi w ten piękny dzień
Nie boję się, zaufaj mi, wybaczam Ci
Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości.
Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać.
Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia.
Zamyka się w sobie.
Jan Twardowski
Jestem już w domu. Dziś po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem się, że jednak tu jest moje miejsce. W głębi serca zawsze wiedziałem, że jest tu ale tam trzymało mnie coś bardzo silnego. Po raz kolejny jak się dowiedziałem dziś, poczułem się jak nic niewarta szmata, która była wtedy kiedy była potrzebna. Może to zbyt ostry osąd z mojej strony ale tak się poczułem. Łzy same cisną się do oczu choć nie wiem dlaczego.
K. dziękuję, że jesteś 
| Ojcze nasz, który jesteś w niebie Mam taką prośbę wielką dziś do Ciebie Daj mi faceta i ma być bogaty Ma mieć Ferrari - za Cash nie na raty Duże mieszkanie, a najlepiej willę Ma mnie wciąż słuchać, nie tylko przez w chwilkę Ma mnie zadowalać kiedy mam ochotę Śniadanie mi robić - nie tylko w sobotę Oglądać romansy, biżuterię kupić W życiu mym nie będzie mógł się nigdy upić Nie chce nigdy widzieć jego własnej matki Ja wydaję kasę - on płaci podatki On nie ma kolegów - ja mam koleżanki Kont ma mieć on wiele - okoliczne banki Złotych kart Bez liku, czeków, co nie miara Jak mi to załatwisz - wzrośnie moja wiara !!! |
Każda nasza decyzja jest drogowskazem pokazującym jak żyć.
By wybrać właściwy popatrz na wszystko przez pryzmat serca.
Nie patrz na innych bo to Twoje życie.
Przyjaciele prawdziwi zawsze będą.
Będą pamiętać o ciepełku z Twojego wnetrza.
Więc nie poddawaj się bo żyjesz też dla innych
22.02.2010 13:47 P~
Miałem nadzieję, że w tym roku pojawi się tu taki wpis jak rok temu...
Niestety to tylko moja nadzieja...

Co mogę powiedzieć?
Oby nie był gorszy...
Wspomnienia wracają a ja wracam do nich. Chcę być choć przez chwilę sam, choć sam być nie chcę ale sam jestem, zrozumienia brak, idę.
Szczęśliwego :(
Wieczór, melancholia - dlaczego znowu? Nie siedzę sam, ale jestem sam. Piotruś śpi, ja słucham Ani Wyszkoni. Chyba po raz pierwszy znalazłem utwór, którego P nie znał :).
To moja wina
Szukam odpowiednich słów
Nie mogłam cię zatrzymać
Może kiedyś wrócisz tu
Czas leczy rany
Ktoś otwiera cicho drzwi
Karmi złudzeniami
Tanią miłość daje mi
Tak mijają dni bez ciebe
Z ciszą pośród czterech ścian
Nie przekrzyczy jej mój strach
Tak mijają dni bez ciebe
Każdy z nich jest taki sam
Tesknie już ostatni raz
Czas dalej biegnie
A ja ciąglę w miejscu tkwię
Chcę z nim biec do ciebie
Choć nie czekasz dobrze wiem
To moja wina
Wszystko mogło dłużej trwać
Mogłam cię zatrzymać
Staje z prawda twarzą w twarz
Tak mijają dni bez ciebe
Z ciszą pośród czterech ścian
Nie przekrzyczy jej mój strach
Tak mijają dni bez ciebe
Każdy z nich jest taki sam
Tesknie już ostatni raz
Może ciepło twoich ust
Może echo twoich słów
Ukołyszą mnie do snu
Na poduszce zapach twój
Nim otulam się do snu
Chcę spokojnie zasnąć znów
Tak mijają dni bez ciebe
Z ciszą pośród czterech ścian
Nie przekrzyczy jej mój strach
Tak mijają dni bez ciebe
Każdy z nich jest taki sam
Tesknie już ostatni raz
Wciąż po głowie mi chodzi A, która ma teraz poważne problemy. To tylko znajoma ale w ostatnim czasie jakoś zbliżyliśmy się na tyle, że ze zwykłej znajomości z pracy przeobraziło się to w znajomość nieco bardziej zażyłą. Nie powiem, że się z tego w jakiś szczególny sposób cieszę bo kto jest bardziej wtajemniczony pomyśli o mnie, że jestem straszny. Nie można się cieszyć poprawieniem relacji pomiędzy ludźmi tylko przez to, że zbliżyły ich problemy jednej ze stron. Wczoraj pojawił się po raz pierwszy od już dawna promyczek nadziei, który jednocześnie wprowadził zamęt w głowie A, ale lepszy zamęt niż stan w jakim była wcześniej. W pewnym momencie kiedy dowiedziała się już ostatecznie przyjechała do nas. Powiedziała tylko jedno zdanie jak ja powiem dzieciom i się rozpłakała. Serce się kraje jak coś takiego się widzi. Kiedy dziś słuchałem Ani Wyszkoni myślałem o tamtej chwili, przed oczami miałem jej łzy a w głowie to zdanie Jak ja powiem dzieciom.
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz
Na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Czy pomyślałeś, że to mógłbyś być ty?
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz, na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Może on, a może ona, najważniejsze, że nie ty
Jak sobie pomyślę i przypomnę kurewskie zdanie na ten temat jednej osoby to tracę wiarę w dobro drzemiące w każdym człowieku. Każdy kto zapomniał, że jest z natury stworzony jako istota dobra niech wsłucha się w tekst tej piosenki i niech poszuka tej zagubionej ale wrodzonej w każdego człowieka dobroci.
Leżę tutaj już od piętnastu lat
Nie mogę nic powiedzieć, ruszyć ręką, ani wstać
Sprawny umysł mam, jednak martwe ciało
Wszystko słyszę i czuję, po prostu wegetuję
Pamiętasz mamo, jak tuliłaś mnie do snu?
A teraz tylko ból i pokój zawsze pełen róż
Każdego dnia, jednego tylko chcę
Błagam was, zlitujcie się i zabijcie mnie
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz
Na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Czy pomyślałeś, że to mógłbyś być ty?
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz, na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Może on, a może ona, najważniejsze, że nie ty
W natłoku myśli wielu chłopców miałam
I w niejedną wielką podróż wyruszyłam
Wiem, że ty naprawdę to przeżywasz
A ja po prostu śniłam, ja po prostu śniłam
Pamiętasz mamo, jak tuliłaś mnie do snu?
A teraz tylko ból i pokój zawsze pełen róż
Każdego dnia, jednego tylko chcę
Błagam was, zlitujcie się i zabijcie mnie
Codziennie pytam, czy kiedyś to się skończy
I nienawidzę słów: "Nic nas nie rozłączy"
Codziennie modlę się, byś zabrał mnie ze sobą
Ludzie nie mają prawa, ludzie zabić mnie nie mogą!
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz, na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Czy pomyślałeś, że to mógłbyś być ty?
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz, na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Może on, a może ona, najważniejsze, że nie ty
Jesteśmy z Tobą Aguś.


czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 9 411 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Jestem jaki jestem. Tak najprościej jest mi zdefiniować siebie. Bardzo uczuciowy, bardzo ufny, kochający wciąż jednego mężczyznę, samotny, umiejący dbać o innych a nie potrafiący dbać o siebie. 22 let...
więcej...Jestem jaki jestem. Tak najprościej jest mi zdefiniować siebie. Bardzo uczuciowy, bardzo ufny, kochający wciąż jednego mężczyznę, samotny, umiejący dbać o innych a nie potrafiący dbać o siebie. 22 letni chłopak. Kierownik Sklepu. Zbyt nerwowy, impulsywny, straszny zazdrośnik. To chyba cały ja. Ciąg dalszy tego co było... gg 12331625
schowaj...